09 sierpnia 2014

Coś się kończy... coś się zaczyna

W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy upragnione wakacje. Miało być tak pięknie…. i jest, aczkolwiek początek nie należał do zbyt przyjemnych. W miejscu, w którym bym się tego zupełnie nie spodziewała, ukradziono mi aparat, wraz z podpiętym nowym obiektywem. Tym właśnie (klik). Ból ogromny.

Ponoć najlepszy aparat to ten, który mamy pod ręką (A. Leibovitz - klik, R. Milach - klik), robiłam więc zdjęcia telefonem. 



Życie tyczy się dalej, a jednak wydarzenie to skłoniło mnie do kilku istotnych refleksji, przyśpieszyło rzeczy, które prawdopodobnie i tak musiały wcześniej czy później nastąpić. Na razie układam sobie wszystko w głowie i w sercu.

Brak komentarzy: